niedziela, 19 stycznia 2014

'Demony. Pokusa" Lisa Desrochers

Tytuł: Demony. Pokusa
Tytuł oryginału: Personal Demons
Autor: Lisa Desrochers
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2011
Moja opinia: 3-/6

Frannie wiedzie dość spokojne życie w małym miasteczku, dopóki w na horyzoncie nie pojawia się Luc. Już od pierwszego spotkania coś między nimi zaiskrzyło i od tej pory Frannie nie jest w stanie przestać o nim myśleć. Niestety to nie wszystko. W jej życie wkracza także chłopak, który wygląda niemal jak anioł. No cóż… i nim właśnie jest. Uczucia Frannie są rozdarte pomiędzy dwoma niesamowitymi mężczyznami. Kogo wybierze? Gorącego Lucyfera czy też spokojnego Gabe'a?

Główna bohaterka jest wyjątkową dziewczyną, i to dosłownie. Gabe i Luc mają zamiar ją tylko naznaczyć, ale coś się zmienia. Luc, diabeł wcielony zaczyna czuć do Frannie coś więcej niż tylko chęć wypełnienia swojego zadania. Nawet sam anioł nie jest w stanie oprzeć się urokowi dziewczyny...


W ogóle nie wierzę w miłość, naprawdę. Ale pożądanie... pożądanie jest prawdziwe jak najbardziej.”


Demony. Demony wszędzie. Nic nowego prawda? Nie oczekiwałam czegoś wspaniałego od tej książki i nic takiego nie dostałam. Są pewne plusy, które wam zaraz przedstawię, ale książka ma zdecydowanie więcej minusów. Jakie? Zobaczcie.

Frannie nie jest dziewczyną z typowego paranormala. Nie jest to osoba, która wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, wie, jakie jest życie i potrafi o siebie zadbać. Kiedy jednak pojawia się Luc i Gabe, zaczyna trochę świrować. Najpierw leci do jednego, później do drugiego. Według mnie to mała zdrada, ale ona nie wie, jakie żywi uczucia do obydwu z nich. Na pewno pożąda Luca, który z tajemniczego i niegrzecznego diabełka staje się chłopcem, który nie może oderwać wzroku od Frannie, bo jest tak bardzo w niej zakochany. Czy Lucyfer zmienił się sam z siebie, czy też miała na to wpływ moc Frannie? Nie dowiemy się tego w tej części. Po części... mogę się utożsamić z główną bohaterką. Przeżyła dość wiele i naprawdę nie ma siły rozstrzygać swoich uczuć. Nie wierzy w miłość, lecz z czasem musi zmienić zdanie, kiedy pojawia się ona w jej życiu. Na dodatek jej religijni rodzice niczego nie ułatwiają. Widzą w Lucyferze coś niebezpiecznego i nie chcą, aby ich kochana córeczka spotykała się z takim typkiem. Za to Gabe'a po prostu wielbią. Nic dziwnego, w końcu to anioł. Jego intencje są „czyste”, chociaż z czasem zaczynają się zmieniać.


Jestem dosłownie tak gorący, że nie sposób ze mną wytrzymać.”


Książka jest bardzo zabawna. Nudy nie można jej zarzucić. Niektóre teksty głównych bohaterów były po prostu komiczne. Przynajmniej można było się trochę pośmiać. Język jest bardzo potoczny i przystępny, jak przystało na tego typu książki, ale pojawiały się literówki i niezrozumiale dialogi. Narracja jest pierwszoosobowa, podzielona na Luc'a i Frannie. Czy to był dobry pomysł? Według mnie nie, ponieważ od samego początku wiemy, o co chodzi. Nie ma w tej książce żadnej tajemnicy.

Sam wątek romantyczny jest trochę oklepany. Kolejny trójkącik, och… Dziewczyna rozdarta pomiędzy dwoma przystojniakami. Okej, byłabym w stanie to przeżyć, gdyby nie to, że Luc i Frannie, Frannie i Gabe zaczęli czuć coś do siebie od pierwszego wejrzenia! Naprawdę?

Jak sami widzicie książka nie zapowiada się zbyt dobrze i wam jej zdecydowanie nie polecam. To nie jest dobra książka. Wiem, że jest to debiut Lisy Desrochers, ale jest ona chyba lepsza w wygłaszaniu wywiadów na temat ochrony zdrowia niż pisaniu książek...


Jest taki piękny. Podoba mi się mój osobisty anioł.
A sama czuję się jak kupa.”


***

Niestety muszę Was poinformować, że przez najbliższy tydzień, ewentualnie dwa mogę być nieobecna (chodzi mi tu bardziej o recenzje). Koniec i początek nowego semestru są bardzo męczące, więc chyba jesteście mnie w stanie zrozumieć. A następny poniedziałek będę miała dla was 'mały' konkursik. ^^
Miłej niedzieli moi kochani! 


16 komentarzy:

  1. Kiedyś chciałam ją przeczytać, ale potem o niej zapomniałam. Po Twojej recenzji raczej po nią nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o niej, ale to dobrze, bo nie mam na nią ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie zachęca fabułą, brzmi jak wiele innych tego typu powieści. Z pewnością nie przeczytam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W zasadzie zgadzam się w zupełności z twoją opinią, z tym, że mnie rozczarowała do tego stopnia, że nie wydała mi się już nawet zabawna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno jej nie przeczytam. Raczej nie jest to książka dla mnie, już męczą mnie pozycje, w których na drodze zwyczajnej dziewczyny pojawiają się faceci, a ona nie wie, co ze sobą zrobić ;_;
    Pozdrawiam i zapraszam na recenzję,
    Avenix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dokładnie jest właśnie ta książka..

      Usuń
  6. Jakie to jest dziwne, że po okładce można ocenić, czy książka będzie warta przeczytania, czy nie. I tym razem instynkt mnie nie zawiódł, zdecydowanie zapamiętam, aby NIE czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A mi się tak okładka podobała. No cóż skoro taka słaba zawartość to chyba po nią nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka ta nie jest porywająca. W sam raz dla młodzieży, co prawda sama po nią sięgnęłam, mogę stwierdzić, że dobrze się czytało, ale bez większego entuzjazmu, może gdybym miała te naście lat odebrała bym ją nieco inaczej Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam te naście lat i mi się nie spodobała...

      Usuń
  9. Choć nie zapowiada się porywająco, to i tak jeśli będę miała okazję to sięgnę po "Demony".

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam dawno, ale nawet wtedy, gdy zaczynałam przygodę z PR, ta książka była dla mnie średnia, nawet nie chcę myśleć, co by było teraz.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że szkoda czasu... PS Powodzenia i wracaj szybciutko :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję serdecznie za komentarze! Bardzo wiele one dla mnie znaczą, więc jeśli czytasz, zostaw coś po sobie. Dla Ciebie to nic wielkiego, a dla mnie radość na cały dzień. :)
Jeśli ktoś by chciał zareklamować swojego bloga - proszę bardzo. Zrób to jednak tylko raz. Na pewno wejdę, skomentuję i zaobserwuję. :)