Tytuł oryginału: Life Eternal
Autor: Yvonne Woon
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2012
Moja ocena: 8/10
„Niesamowita urzekająca opowieść o miłości chłopaka i dziewczyny o wspólnej duszy”
Z dnia na dzień
bohaterka bardzo się zmienia. Jej wygląd, zachowanie... Jakby to
nie swoje odbicie widziała w lustrze. Czy to dlatego, że umarła i
dzięki pocałunkowi Dantego powróciła do życia?
Nie może już dłużej
znieść rozłąki z ukochanym. Czuje się, jakby coś zabrało jakąś
cząstkę jej. Odgłosy, smak, zapach – wszystko zostało
stłumione. Czy jednak stała się nieumarłą?
Akademia Gottfrieda
zostaje zamknięta, a Renee wysłano do prywatnej szkoły dla
strażników. Liceum St. Clement to szkoła bardzo różniąca się
od akademii. Nie ma tam rygoru, ani zasad. Każdy robi to, co chce,
lecz już na samym wstępie dziewczyna zyskuje wroga w postaci
Clementine – córki dyrektora. Czy przerodzi się to w coś
poważnego?
Pewnego razu Renee
dowiaduje się o bractwie Dziewięciu Sióstr, które prawdopodobnie
odkryło tajemnice nieśmiertelności... Czy wizje Renee mogą mieć
z tym coś wspólnego? Czy w jakiś sposób pomoże to zakochanej
parze? Dziewczyna musi jednak uważać, bo czyha na nią
niebezpieczeństwo...
„- Jesteś mordercą. Mam w sobie dusze mordercy.”
Główna bohaterka to tak
naprawdę niczym nie wyróżniająca się postać. Jednak coś w
sobie ma. Może to, że za wszelką cenę chce ocalić Dantego i
siebie? Renee w drugiej części powieści „Piękni i Martwi”
staje się bardziej odważna i tak naprawdę mądrzejsza. Zostaje
najlepszą strażniczką w liceum, ale to z pomocą przyjaciół
rozwiązuje zagadkę Dziewięciu Sióstr. Dante natomiast robi się
bardziej tajemniczy. Podczas spotkań z Renee niewiele się o nim
dowiadujemy. Nie wiemy, co robi podczas ukrywania się. Podróżuje?
Ale po co? Czy to konieczne? Renee coraz częściej się zastanawia,
czy może mu ufać...
Pierwszym minusem książki
jest okładka. Gdyby nie to, że przeczytałam z tyłu opis w życiu
nie domyśliłabym się, że to druga część powieści „Piękni i
Martwi”. Niezbyt nawiązuje do pierwszej części i bardzo mi się
to nie spodobało. Zazwyczaj jeśli autor tworzy trylogię bądź
serię, okładki w jakiś sposób są do siebie podobne. O „Życiu
na wieczność” nie mogę tego powiedzieć.
Momentami były wątki,
których nie rozumiałam. Nie były one zbyt dobrze opisane i
musiałam kilka razy przeczytać dany fragment, aby w końcu
zrozumieć, o co w nim chodzi.
Jedną z wad powieści
jest także to, że mało jest w niej Dantego. Pojawia się on tylko
kilka razy, a fabuła kręci się wokół Renee. Czy to dobrze? Nie
wiem. Ja jednak czegoś takiego nie lubię.
„Życie na wieczność”
to bardzo miła książka. Historia jako taka jest niezbyt
wciągająca, lecz bardzo lekko się ją czyta. Było to miłe
oderwanie się od tych „ciężkich” książek i zanurzenie w
świecie Nieumarłych. Nie czytałam jej z zapartym tchem, ale z
lekkim dreszczykiem czekałam, aż pojawi się Dante. Jakoś
polubiłam tego bohatera.
Książka zakończyła
się w momencie, w którym fabuła dopiero zaczynała się rozkręcać.
Dopiero wtedy poczułam, że coś tak naprawdę zaczyna się dziać,
a tu... koniec powieści. Zdenerwowało mnie to trochę, ale myślę,
że był to zamierzony efekt. Teraz każdy kto przeczytał „Życie
na wieczność”, będzie musiał sięgnąć po następną część.
Język autorki jest
bardzo przystępny, co zdecydowanie ułatwia czytanie. Literówek
jakoś nie zauważyłam, co mnie bardzo cieszy. Nie jest to książka,
od której nie można się oderwać. Robiłam sobie kilka razy
przerwy, ale nie czytałam jej długo. Ktoś inny może ją pochłonąć
w jeden dzień. To już zależy od czytelnika.
Uważam, że warto
przeczytać „Życie na wieczność” autorki Yvonne Woon. Mimo że
pierwsza część nie była aż tak zachwycająca, miło było
powrócić do przygód Renee i Dantego. Z niecierpliwością czekam
na następną część.
„Nie chcę być z kimś, kto uzupełni moją duszę, chcę kogoś, kto ją otworzy. Chcę mieć wybór.”
Książkę przeczytałam w ramach wyzwania:


