środa, 15 maja 2013

PRZEDMPREMIEROWO: "Bezdomna" - Katarzyna Michalak


Tytuł: Bezdomna
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Znak
Premiera: 3 czerwca 2013
Moja ocena: 10/10

W dniu Wigilii, Kinga chce popełnić samobójstwo. Chowa się w brudnym śmietniku z „przyjaciółką” wódką i różnymi tabletkami. Już odchodziła do krainy „nigdy-nigdy”, gdy usłyszała ciche pomiaukiwanie kotka. Kinga nie chcąc mieć na sumieniu także i jego, postanawia więc go wypuścić. Ale jak? Nie miała już nawet siły poruszyć ustami... Ostatkiem sił zwróciła wszystko i odpłynęła. Nagle usłyszała, jak zamek w drzwiach szczęknął i zobaczyła Aśkę. Dziennikarkę, która zrujnowała jej małżeństwo i która postanowiła o północy w Wigilię wynieść śmieci. Czyżby był to zbieg okoliczności?

Kinga jest bezdomną. Straciła wszystko: dom, rodzinę, dziecko. Każdy bezdomny chciałby, aby ludzie traktowali go normalnie, ale nie Kinga. Stara się, aby ludzie traktowali ją z „rezerwą”. Chce, aby ją nienawidzili, bo nigdy w życiu nie będzie w stanie odpokutować za to, co zrobiła.

Aśka pomaga jej stanąć na nogi, lecz czy jest w tym czysty altruizm? Aśka postanawia opisać historię Kingi, bo w ten sposób może uda się uratować kilka innych istnień. Czy aby na pewno?

Opisz to. Spisz każde moje słowo. Może moja historia uratuje choć jedną matkę i choć jedno dziecko. Niech śmierć Alusi nie pójdzie na marne. Opisz to.”

„Bezdomna” to książka o bardzo ważnym temacie. Mało z nas wie, że istnieje taka choroba jak psychoza poporodowa. Niektóre matki mają depresję i próbują zabić swoje dziecko, ale Kinga chciała je tylko chronić. Skąd mogła wiedzieć, że mafia, która chce zabrać jej dziecko do Kaliningradu nie istnieje? Zachowując jeszcze resztki świadomości, próbowała prosić o pomoc, ale nikt jej nie słuchał. W nikim nie miała oparcia, a po wyjściu ze szpitala nie miała ani gdzie, ani do kogo się zwrócić. Kinga przeżyła na ulicy tylko dzięki innej bezdomnej, która okazała się matką Liliany z „Nadziei”. Było to dla mnie naprawdę wielkie zaskoczenie, bo sądziłam, że jej matka umarła podczas porodu. Wróćmy jednak do „Bezdomnej”...

Każdy z nas wie, jak traktowani są bezdomni. Uciekamy od nich jak najdalej bądź naśmiewamy się, a niektórzy nawet się nad nimi znęcają. Dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że to nie jest ich wybór. Tak czasami się po prostu w życiu dzieje i nic nie możemy na to poradzić, ale możemy im pomóc. Jeśli któryś z bezdomnych wyciąga do nas rękę i prosi o złotówkę, a nie chcemy jej dać, ponieważ „i tak zapewne zbiera na winko”, to kupmy mu chociaż bułkę! Dla nas to zaledwie parę złotych, ale dzięki temu możemy uratować komuś życie.


Niektórzy mogą pomyśleć, że książka nie ma sensu zważając na jej zakończenie. To była moja pierwsza myśli. Zastanawiając się jednak nad przekazem książki... to jest nieprawda. Aśka zmieniła życie Kingi, a Kinga... Aśki. To dzięki niej dziennikarka dowiedziała się, co jest najważniejsze w życiu..

W jednej z recenzji „Bezdomnej” przeczytałam, że czytając ją warto zaopatrzyć się w paczkę chusteczek. Sądzę, że warto. Mnie natomiast nie były potrzebne. W wielu momentach bardzo się wzruszyłam, ale nie płakałam. Nie mogłam.. Nie rozumiem tego. Jestem bardzo wrażliwą osoba, ale nad książką rzadko kiedy płaczę. Zastanawiam się, czy jestem aż taka nieczuła na ludzką krzywdę? Nie. Ja po prostu nie lubię okazywać swoich uczuć na zewnątrz.

O stylu autorki nie będę się już wypowiadać, bo wiadomo, że jest lekki i bardzo przystępny. Nawet gdybym dostała tę książkę bez patrzenia na tytuł i autora, od razu wiedziałabym, że napisała ją Pani Michalak. Jeśli przeczyta się kilka powieści tej autorki, nie sposób pomylić stylu.

Katarzyna Michalak już po raz kolejny udowadnia, że jest pisarką wszechstronną. Potrafi pisać o zwykłych, ckliwych historyjkach, jak i o poważnych problemach. Pisząc „Bezdomną” chciała ukazać nam, jak zachowują się ludzie wobec bezdomnych, czy matek, które zabijają swoje dzieci. Czy zastanawialiśmy się czasem, dlaczego to robią? No właśnie. Czytając tę książkę, zwrócisz na to uwagę i do końca życia ta powieść pozostanie w twojej pamięci. Wiem, że nieraz jeszcze do niej powrócę.

Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. Może się bowiem okazać, że znalazł się na dnie przez nieszczęście, chorobę lub ludzką podłość, zaś dla ciebie Los – jako lekcję pokory – szykuje podobną niespodziankę.”


 Za książkę dziękuję wydawnictwu znak! :)


wtorek, 14 maja 2013

Wygląd bloga!

Próbuję zmienić wygląd bloga, ale... ja się na tym kompletnie nie znam. Do tego przydałby się chyba nowy nagłówek... Może ktoś byłby w stanie mi pomóc? Jestem totalne beztalencie po prostu. :)

W tym miesiącu przybędzie/przybyło mi parę książek. Dużo tego nie jest i nie będzie, ale sądzę, że stosik powinien się pojawić pod koniec bądź na początku przyszłego miesiąca. No i myślę, że zrobię także podsumowanie. :)

Życzę wam miłego wieczoru i jutrzejszego dnia! :))





I jak, może być czy coś zmienić?

poniedziałek, 13 maja 2013

"Niebo jest wszędzie" - Jandy Nelson

Tytuł: Niebo jest wszędzie
Tytuł oryginału: The Sky is Everywhere
Autor: Jandy Nelson
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2011
Moja ocena: 10/10

    „Nie mogę zepchnąć ciemności z mojej drogi”

Lennie to siedemnastoletnia dziewczyna, poznajemy ją, gdy jest w trakcie żałoby. Załamana śmiercią siostry myśli, że jedyną osobą, która ją rozumie jest Toby – chłopak siostry. Będąc razem czują, jakby Bailey była tuż obok nich. Zatracają się w tym i zaczynają popełniać błędy. Najpierw zaczęło się od pocałunku, ale czy na tym poprzestaną? Len ma straszne wyrzuty sumienia, ale ból i samotność są o wiele silniejsze. To już druga osoba, która ją zostawiła, a Bailey przecież jej obiecała, że nie odejdzie.
W międzyczasie w życiu Lennie pojawia się Joe. Bardzo przystojny i utalentowany chłopak, który ma coś w sobie. Każdego do siebie przyciąga. Już w pierwszym dniu po powrocie do szkoły Len ma ochotę go pocałować. Ale to nic nowego. Ostatnio tylko o tym myśli. Pomiędzy Len a Joem zaczyna się rodzić bardzo mocne uczucie, ale Lennie ma wyrzuty sumienia, bo jak może być szczęśliwa, kiedy jej siostry nie ma już na tym świecie? I czy uda jej się powstrzymać to „coś”, co jest między nią a Tobym?

    „Świat nie jest bezpiecznym miejscem”

Lennie jest bardzo prostą dziewczyną. Nie ma dużo przyjaciół, ale za to bardzo kocha swoją siostrę. Jest dla niej przykładem do naśladowania. Jednak odkąd Bailey ma chłopaka czuje się jak piąte koło u wozu. Cóż jednak może zrobić? Najważniejsze jest to, że może spędzać czas ze swoją siostrą.
Po śmierci Bailey, Len oddala się od wszystkich. Jej babcia, wujek, a nawet przyjaciółka nie są w stanie jej pomóc. Odrzuca od siebie wszystkich i ulgę przynosi jej tylko spisywanie w listach fragmentów rozmów z siostrą, które rzuca na wiatr. Tak, aby pozostały po nich tylko wspominania...

 „Tego ranka kiedy Bailey umarła,
obudziła mnie,
wkładając mi palec do ucha.
Nie cierpiałam, kiedy to robiła.
Potem zaczęłam przymierzać bluzki i pytać:
Która Ci się bardziej podoba? Zielona czy niebieska?
Niebieska.
Nawet nie spojrzałaś, Lennie.
Okej, zielona. Naprawdę mam gdzieś, którą włożysz...
Odwróciłam się na drugi bok i zasnęłam z powrotem.
Później dowiedziałam się,
że włożyła niebieską
i że były to ostatnie słowa, jakie do niej powiedziałam.”

Od pierwszych stron czułam, że to nie będzie lekka książka. Na samym początku widziałam już przytłaczający smutek i cierpienie bohaterki. Bałam się każdej następnej strony, to co może ona przynieść...
Jest to historia bardzo poważna. Każdy człowiek po stracie kogoś bliskiego może czuć się podobnie. Czułam, że ból Lennie jest moim bólem. Że to ja straciłam siostrę i nie mogę sobie z tym poradzić.
Czy miał ktoś z was tak, że książka wam się bardzo podoba, ale nie jesteście w stanie czytać dalej? Ja tak miałam. Było to dla mnie ogromne wyzwanie, usiać i czytać kilka godzin o stanie duchownym Lennie. Udało mi się to przetrwać i jestem w jakiś sposób szczęśliwa, że to już koniec.
Ale żeby nie było tylko o tym, jaka ta książka jest smutna, to powiem, że niektóre momenty były naprawdę zabawne. Śmiałam się, płakałam razem z bohaterką, a odkąd w życiu Len pojawił się Joe... Bardzo miło wspominam te fragmenty.

Podobało mi się także to, że autorka nie owijała w bawełnę. Nazywała rzeczy po imieniu. Niektóre z tych nazw mnie bardzo śmieszyły, ale co mogę poradzić?
Styl autorki nie jest łatwy ani lekki, natomiast bardzo przystępny. Z łatwością wiemy, co bohaterka czuje, ponieważ pojawia się narracja pierwszoosobowa, a język nie jest bardzo wyszukany. Książkę czyta się szybko, lecz momentami trzeba było się zastanowić nad sensem słów, bo czasami miały one ukryte drugie dno, jak w sumie cała książka.

Okładka książki jest po prostu prześliczna. Przedstawia kobietę, która czyta, a w tle jest piękne niebo. Na początku sądziłam, że jest to Lennie, ale później stwierdziłam, że to niemożliwe. Tą piękną dziewczyną jest Bailey, która czyta listy Len... Piękna, prawda?

„Niebo jest wszędzie” autorstwa Jandy Nelson to książka dla miłośników czegoś więcej niż zwykłej, ckliwej historyjki o miłości. Czytając ją zastanawiamy się nad sensem życia i zaczynamy doceniać to, co jest dookoła nas. Zazwyczaj ludzie czegoś szukają: szczęścia, miłości, pieniędzy, ale po co? Przecież niebo jest wszędzie...

 „Jestem twoja
Moje serce należy do Ciebie
W twojej muzyce słyszę twoją dusze”

PS. Mamy 50 obserwatorów! Dziękuję wam serdecznie. Na dodatek nawiązałam współpracę z wydawnictwem M. Żyć, nie umierać po prostu. A może i na facebooku dojdziemy do pięćdziesiątki, hmm? :D
 

sobota, 11 maja 2013

"Prawdziwy sprawdzian" - Peter Abrahams

Tytuł: Prawdziwy sprawdzian
Tytuł oryginału: Reality check
Autor: Peter Abrahams
Ilość stron: 232
Wydawnictwo: C&T
Rok wydania: 2012
Moja ocena: 8/10
 
 
 Czy miłość musi być trudna? W przypadku Cody'ego i Clei tak. Pochodzą oni z dwóch różnych światów. Ona – najbogatsza w mieście, on - musi przeliczać każdy grosz. Niczego jednak im nie brakuje. Mają siebie nawzajem i to jest najważniejsze. Ojcowi Clei to się nie podoba, dlatego też postanowił wysłać ją do szkoły, położonej w dalekim Vermont...

„Żyjecie w dwóch różnych światach. Najlepiej od razu to zakończyć, najlepiej dla was obojga...”

Cody jakoś się z tym pogodził. Nie było to dla niego łatwe, ale chcąc dla Clei jak najlepiej postanowił z nią zerwać. Niestety wkrótce dowiaduje się, że jego ukochana zaginęła. Podczas przejażdżki konnej, jej koń Bud, wrócił sam do stajni. Na dodatek Cody dostaje od Clei list, który wysłano w dniu zaginięcia... Chłopak natychmiast postanowił wyruszyć na pomoc ukochanej...

Nie pierwszy raz spotykam się z twórczością Petera Abrahams'a. Jest to autor, który pisze o codziennych problemach młodzieży. Znany jest on z niejednej powieści kryminalnej dla młodych czytelników. Zasłynął jednak z trzytomowej serii „Ingrid na tropie”, gdzie stworzył postać nastoletniej panny detektyw z miasteczka Echo Falls, w którym ciągle zdarzają się jakieś kryminale afery.*

Myślę, że „Prawdziwy sprawdzian” można określić mianem kryminału, chociaż na nich zbytnio się nie znam. Jest to powieść o miłości, przygodzie i odwadze, której często tak naprawdę brakuje nam w życiu. Cody nie wahał się ani sekundy, by ruszyć dziewczynie na pomoc za co bardzo go podziwiam. Czy w prawdziwym życiu istnieją tacy mężczyźni? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, kiedyś się o tym przekonam. Oczywiście w inny sposób niż bohaterka. :D
Cody to naprawdę szlachetny chłopak, który popełnił jednak w życiu parę błędów. Po kontuzji, która zdarzyła mu się podczas meczu, popadł w „melancholię”, pół dnia przesypiał, drugie pół ćwiczył. Wciąż miał nadzieję, że uda mu się zagrać w obecnym sezonie. Nadzieja jednak szybko wygasła...
Dover to naprawdę dobra szkoła dla bogaczy. Uczą się tam dzieci najważniejszych ludzi w show biznesie. Niektórzy uważali, że Clea niezbyt do nich pasowała, ale wiele osób ją polubiło. Czy nie miała jednak wrogów i czy mogła każdemu zaufać?

„Naprawdę nie lubię może jednej, dwóch osób. Czasem trudno się zorientować, komu można zaufać. To jak gra w ruletkę – banał, który akurat tutaj okazuje się rzeczywistością.”

Akcja książki rozwijała się powoli. Były poszlaki, domysły, ale to w ostatnich rozdziałach dowiadujemy się wszystkiego. Bardzo spodobało mi się to, że do końca nie wiedziałam, kto jest w to zamieszany. Miałam kilku podejrzanych i w sumie „ten ktoś” zaliczał się do nich, ale to mógł być każdy. Ciężko było kogoś konkretnego wybrać. Natomiast kiedy potwierdziły się już moje przypuszczenia, a Cody nadal nie wiedział, co się dzieje, krzyczałam: „Chłopie, to on! Jak możesz tego nie wiedzieć?! No dalej, myśl! Co za głupek!”
Były opisane także rozgrywki futbolowe. Jeżeli kogoś to interesuje, to połapie się, o co chodzi, ale ja nie mam zielonego pojęcia na ten temat, więc ciężko było mi je sobie wyobrazić.

A co mogę powiedzieć o języku autora? Pan Abrahams ma swój styl. Wszystko dokładnie było opisane, każdy fragment bardzo zrozumiały. Język lekki i przystępny, co zdecydowanie ułatwia dążenie do rozwiązania zagadki. Na plus jest także prymitywna książka, która zachęca tylko młodzież to czytania.
Okładka niezbyt mi się podoba. Jest na niej ukazany Cody, a za nim las, w którym zaginęła Clea. Clea także się na niej pojawia, na swym ukochanym koniu Bud'u i wydaje mi się, że jest ona tutaj zbędna. Gdyby postać Cody'ego była ukazana cała, okładka miałaby swój urok. Kolorystka jest ciemna, co nadaje książce tajemniczości i mroku, a tak naprawdę nie ma to nic wspólnego z fabułą.

„Prawdziwe życie” to książka warta polecenia. Jest w niej nutka strachu, humoru i miłości. Każdy, kto lubi czytać lekkie kryminały, powinien zagłębić się w fabule.

„(...) - Ten szczeniak, jak go nazywasz – powiedział – wszystko już wie. - Cofnął się i stając tuż za Codym, przytknął mu lufę do pleców. - A ty właź do środka.”

*fragment z tyłu okładki

wtorek, 7 maja 2013

"Zmyślona" - Katarzyna Michalak

Tytuł: Zmyślona
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 302
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2010
Moja ocena: 9/10
 
 Katarzyna Michalak – pisarka, autorka bestsellerowych powieści. Pierwszą książkę napisała w wieku... sześciu lat; była to powieść o zwierzętach. Od tamtej pory pisanie i zwierzęta to jej największa pasja. Debiutowała w 2007 r. powieścią fantastyczną „Gra o Ferrin”, lecz sukces przyszedł z trylogią, do której należy „Poczekajka”, „Zachcianek” i „Zmyślona”, oraz z bestsellerowym „Rokiem w Poziomce”. Dla pisania porzuciła pracę weterynarza i uciekła z Warszawy do domku marzeń zwanego Poziomką.

Tym razem głównym bohaterem powieści jest Patryk. Adoptowany brat Hanki i przyjaciel Łukasza. Jest on przystojnym, opalonym leśniczym, który mieszka w miejscowości o nazwie Zmyślona. Mimo że urodą nie dorównuje Łukaszowi, może mieć każdą dziewczynę.
Na Patryka spada ciężki obowiązek. Musi zaopiekować się dwójką zwariowanych dzieci i ich nianią Dominiką. Chociaż Nisia nie jest aż takim ciężkim obowiązkiem, jakby się wydawało. Dlaczego jednak Hanka nie opiekuje się swoimi dziećmi bądź nawet jej mąż Gabriel? Okazuje się, że ich małżeństwo jest w rozsypce. Hanka podejrzewa, że Gabriel zdradza ją z Patrycją i z tego powodu zaczyna pić. On widząc to, wyrzuca ją z domu. Jego żona stała się taka sama jak kiedyś Patrycja, mimo tej zmiany i tak kocha Pipi, wciąż  powraca do Poczekajki z nadzieją, że była ukochana rzuci mu się w ramiona. Patrycja jednak jest zapatrzona w swojego męża i dwoje słodkich maleństw Anielkę i Bartusia. Wydawałoby się, że żyją jak w bajce, ale niestety. W pewnym momencie wszystko się wali. Łukasz zarzuca Patrycji zdradę, a ich synek... umiera we śnie. Patrycja myśli, że to jej wina, bo to ona podczas kłótni zostawiła  Bartusia samego i pobiegła za Łukaszem, by go zatrzymać. Nie daje sobie z tym rady. Zapada w śpiączkę, a Łukasz zamiast próbować jej pomóc czeka, aż umrze, a wtedy i on będzie mógł odebrać sobie życie. Ale co z Anielką? To jest przecież ich córka! Powinni dla niej próbować sobie jakoś z tym poradzić, ale ciężar jest zbyt ciężki. Córką zajmują się teraz sąsiedzi, ksiądz Plama, który do końca z nimi pozostał i nie opuścił ich w najtrudniejszej chwili.

„- Luśka nie umieraj. - Adaś patrzył przerażonym wzrokiem na niemal przezroczystą twarzyczkę dziewczynki. – Mówię do ciebie ‘idiotko’, ale to z miłości. Jak chcesz, nie będę…
- Mów, mów – odparła mała zbolałym głosem – bo nie będę mogła nazywać cię ‘głupkiem’. A to też z miłości…”


Po raz kolejny publikuję recenzję powieści Katarzyny Michalak. Ostatnio przeczytałam kilka jej książek, więc jeszcze kilka opinii na temat jej książek się pojawi. Zmyślona to już trzecia i ostatnia część serii poczekajkowej. Pani Kasia znowu wprowadza nas w świat cierpienia, bólu i szczęścia. Ale czy to jest to? Książka bardzo mnie urzekła i nadal uważam, że nie ma lepszej pisarki od autorki tej powieści. Coś jednak było nie tak. Nie znalazłam w niej tej zabawy różnymi scenami, jak na przykład w pierwszej części z legwanem. Nie było już tego humoru. Uśmiechałam się od czasu do czasu w szczególności tam, gdzie dzieci się wypowiadały, ale nie było mowy u płaczu ze śmiechu. Zabrakło mi także magii, która pojawiała się w poprzednich częściach. Berenika i sabat pozostały tylko czystym wspomnieniem. Książka jest bardziej smutna. Ukazuje ona problemy w życiu dorosłym. Życie tak naprawdę nigdy nie obejdzie się bez problemów, ale i tak miłość przetrwa wszystko, jakżeby inaczej. Czy płakałam? Tak. W szczególność na końcu, bo uświadomiłam sobie, że to już.. koniec. Co najbardziej mnie zdziwiło, popłakałam się przy rozmowie Łukasza i Patryka. Dla mnie jest to naprawdę bardzo dziwne, bo nigdy w życiu nie wzruszały mnie takie sceny i w ogóle rzadko płaczę nad książką. Przeczytałam już cztery powieści Pani Michalak i przy wszystkich się wzruszałam. Czy ze mną jest coś nie tak?

Książkę czyta się naprawdę szybko. Z zapartym tchem. Nie mogłam się doczekać co za chwilę będzie się działo, a jak już skończyłam powieść, było mi bardzo smutno, bo uświadomiłam sobie, że to już koniec historii o Patrycji, Łukaszu i Gabrielu...

Wspominałam już może jak bardzo podobają mi się okładki tej serii? Chyba nie. Tak więc… Uwielbiam je! Od razu czuć prawdziwy dom, miłość, marzenia i nadzieję. To jest to, co lubię najbardziej. Otwierając książkę, czułam jakbym czytała ją w tej malutkiej chatce w Poczekajce. Brak mi słów po prostu...
Język jest nadal taki sam. Lekki, przyjemny i charakterystyczny dla prozy Pani Michalak. Powieść czyta się bardzo szybko bez żadnych problemów czy zahamowań.

Po raz kolejny polecam wam książkę Katarzyny Michalak. Wydawałoby się, że nie może ona już nas  niczym zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Zaskoczy was jej słowo, wrażliwość na ludzką (i nie tylko ludzką) krzywdę.

„Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.”